Coachu, zatrzymaj się i spojrzyj na swoją literacką przestrzeń. Oczywiście, nie wystarcza tu patrzenie prawdziwym, fizycznym okiem. Użyj oka snu swojej kultury i zobacz, co wyśni się z tego patrzenia.
Coś bardzo specjalnego wydarza się, kiedy pozwolimy sobie na uwolnienie wyobraźni. Natychmiast przemieszczamy się do lepszych czasów i zapominamy o kłopotach z codziennością. Możemy nawet poczuć to w naszym ciele – energia i ekscytacja rosną wraz z wizją inspirującej przyszłości.
Taka jest magia wizualizacji.

Powyżej oryginalna ilustracja Johna Trenniela do książki Lewisa Carrolla: „O tym, co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra”. Przedstawia ona słynny bieg Alicji z Czerwoną Królową.
Kiedy Alicja spotyka Czerwoną Królową, po wstępnej rozmowie - ni stąd ni zowąd - zaczynają biec. Jest to bardzo niezwykłe bieganie, które rządzi swą się swoją własną, wydawałoby się, odmienną od rzeczywistej logiką.
Po szybkim i wyczerpującym biegu Królowa zarządza wypoczynek. A co się dzieje z Alicją?
„Alicja rozejrzała się z ogromnym zdumieniem.
- Jak to? Przecież jestem pewna, że przez cały czas stałyśmy pod tym drzewem! Wszystko jest takie samo, jak było!
- Oczywiście, że jest! – powiedziała Królowa. – Czy chciałabyś, żeby było inaczej?
- Cóż, w naszym kraju – powiedziała wciąż jeszcze zadyszana Alicja – zwykle jest się w innym miejscu... jeżeli biegło się tak szybko i tak długo, jak my biegłyśmy.
- Musi to być powolny kraj! – powiedziała Królowa. – Bo tu, jak widzisz, trzeba biec tak szybko, jak się potrafi, żeby zostać w tym samym miejscu. Jeżeli chce się znaleźć w innym miejscu, trzeba biec co najmniej dwa razy szybciej!”
W jakim świecie żyjemy, jeśli trzeba biec bardzo szybko, aby pozostać w tym samym miejscu, a „co najmniej dwa razy szybciej” - żeby je zmienić?
Nie łudźmy się, to nie jest jakiś wyśniony przez Lewisa Carrolla świat po drugiej stronie lustra – to jest nasz świat życia naszego codziennego, bowiem rzeczywistość czytana zawsze jest naszą teraźniejszością – czytamy tu i teraz.
Wiemy, jak trudno jest utrzymać się w tym samym miejscu i sprostać wymaganiom chwili obecnej! Utrzymać pracę, małżeństwo, wysokie normy jakości, punktualność itp.
Jeszcze trudniej jest poruszać się w stronę zmiany. Aby ją osiągnąć, trzeba rzeczywiście biec co najmniej dwa razy szybciej. A może nawet czasami jeszcze szybciej!
Gdy doświadczamy zmiany, w sytuacji zagrożenia czy niepewności (ale nie tylko, bowiem podobne objawy mogą wystapić w przypadku wielkiej radości czy sukcesu) pojawia się szereg reakcji fizjologicznych - przyśpieszenie rytmu serca, oddechu (tak jak w przypadku Alicji), pocenie się; i psychicznych – niepokój, zakłócenia snu itp.Ten zespół objawów nazywamy stresem.
[„Wiemy, wiemy” – dodaje chór Gremlinów z boku - wszyscy już oczywiście słyszeli o stresie.]
Czasami też stresem nazywa się stan pojawiający się w sytuacji, gdy dana osoba postrzega, że wymagania otoczenia przekraczają jej indywidualne umiejętności poradzenia sobie z nimi.
Czyli wtedy, gdy umysł niejako „wyświetla” jak projektor w kinie scenariusz przyszłych wydarzeń i wydaje werdykt: nie dam sobie rady.
Na liście najbardziej stresujących wydarzeń życiowych, uszeregowanych pod względem mocy stresu, znajdują się: śmierć współmałżonka, rozwód, ślub, utrata pracy, pogodzenie się ze współmałżonkiem, reorganizacja przedsiębiorstwa, zmiana pracy, zmiana godzin lub warunków pracy, urlop, święta.
To oczywiście taka standartowa lista. Mogą w niej na pewno wystąpić indywidualne różnice, a zdecydowanie najważniejszym faktem jest tutaj, postrzegana subiektywnie, intensywność żądania adaptacji.
[ „...intensywność żądania adaptacji.” – Hm, Hm, ale się wymądrza!]
Im mocniej jest postrzegane wymaganie adaptacji, tym silniejsza może być stresowa reakcja.
„Im bardziej, tym bardziej.” – jak mawiał Kubuś Puchatek.
Również samo postrzeganie posiada właściwość autowzbudzania, czy samowzmacniania. Można to zaobserwować, gdy tylko kupimy nowe buty czy samochód.
[Teraz w kryzysie trudno będzie zaobserwować takie konsumpcyjne zachowania]
Wtedy nagle odkrywamy, że wszyscy wokół nas noszą buty, widzimy ogromną ilość samochodów tej samej marki. Zmienia się filtr percepcji.
W wypadku, gdy stres przekracza pewien motywujący, dopuszczalny poziom, nagle wszystko traci kolory i staje się czarno-białe.
Nie tylko wyjątkowe wydarzenia mają własności stresorodne. Sam tok życia w nowoczesnym, skomplikowanym świecie powoduje, że bez przerwy gnamy jak szalone króliki.
Kilka lat temu zaobserwowałem, że na zadawane przeze mnie przy powitaniu pytanie: - „Jak się miewasz?”, odpowiedź jest zupełnie niezgodna z moimi oczekiwaniami. Oczekiwałem zdań takich jak: – „Miewam się całkiem nieźle.”; albo – „Raczej kiepsko.”, lub czegoś w tym rodzaju a wiekszość odpowiedzi brzmiała: – „Jestem zmęczony!”.
Zdałem sobie sprawę, że ta standartowa odpowiedź ukrywa wiele znaczeń. Dla jednych znaczyło to - „Dużo pracuję!”, dla innych – „Jestem potrzebny społeczeństwu!” lub – „Odniosłem życiowy sukces!” a dla innych – „Coś mi się nie wiedzie i nie mam na nic ochoty”.
Spędzamy więcej czasu na myciu samochodu niż na zajmowaniu się własnym stresem.
Jak to robić? Jak zajmować się własnym stresem? W korporacyjnej nowomowie nazywa się to „zarządzaniem stresem”, a w naszym przypadku chodzi o „kołcink” stresu (na marginesie stresowych rozważań znajduje się zagadnienie leksykalne dotyczące pisowni i odmiany słowa coach. Ale o tym trzeba napisać oddzielnie...)
Jak coachować stres?
Pierwszą rzeczą jest zdobycie wiedzy o przyczynach, identyfikacja i zanalizowanie tych wszystkich rzeczy, które go powodują.
Istnieją już takie listy statystyczne prawiące o źródłach stresu, ale klient nie jest klientem „statystycznym” – jest różny od wszystkich pozostałych, jest wyjątkowy. Trzeba tutaj indywidualnie ustalić dlaczego on, ten nasz szczególny klient, jest zestresowany.
W pracy taką przyczyną może być na przykład: nadmierna lub niewystarczająca ilość rzeczy do zrobienia, zbyt wielka lub zbyt mała odpowiedzialność, niezadowolenie z pełnionej roli lub z zadań czy też niesprzyjające, hałaśliwe otoczenie.
Gdy przyczyny są już zlokalizowane, trzeba się nimi zająć, usunąć je lub przynajmniej zmniejszyć ich wpływ. Metoda Królowej polegała na podniesieniu poziomu aktywności, by sprostać wymaganiom otoczenia. Jest to możliwe, ale tylko do pewnego stopnia, bo potem człowiecza „maszyna” zacina się i nie pracuje już tak dobrze. Stres działa motywująco tylko do pewnego punktu.
Na tym etapie pracy coachingowej znanym jako ustalanie planu działania dokonujemy identyfikacji i wyboru metod walki ze stresem.
Jakież one mogą być?
Regularne ćwiczenia, by zadbać o fizyczną formę, unikanie sytuacji stresowych, relaksacja, medytacja, odstawienie kawy, spanie, zarządzanie czasem, masaże, biofeedback itp.
I last but not least - poczucie humoru, bowiem jak pisze Philippe Sollers "Celui qui ne sait pas rire ne doit pas être pris au sérieux".
Henryk Szmidt