Śmierć osiołka, czyli wybory racjonalne
„Osiołkowi w żłoby dano,
W jeden owies, w drugi siano.
Uchem strzyże, głową kręci
I to pachnie, i to nęci.
Od którego teraz zacznie,
Aby sobie podjeść smacznie?
Trudny wybór, trudna zgoda
Chwyci siano, owsa szkoda,
Chwyci owies, żal mu siana.
I tak stoi aż do rana,
A od rana do wieczora;
Aż nareszcie przyszła pora,
Że oślina pośród jadła
Z głodu padła.”
[Aleksander Fredro – jakby ktoś nie wiedział]
Tematyka wyboru w coachingu zaczyna już zajmować dość sporą bibliotekę i istnieją całe zestawy metod ułatwiających racjonalne podejście do tego tematu. Jednakże kult racjonalności nie zawsze pokrywa się z praktyką. Jak często pojawiają się wybory nieracjonalne, pod wpływem chwili? Niekiedy mogą one być całkowicie niezrozumiałe dla samego zainteresowanego i często staje on osłupiały jak osioł wobec alternatywy, którą sam wybrał.
Badania naukowe dokonane w ostatniej dekadzie zdają się dowodzić, że nawet fakt jedzenia lub niejedzenia ciasteczek w momencie poprzedzającym dokonanie wyboru może mieć istotny wpływ na jego kierunek. Zatem uwaga! - bo może się tak zdarzyć, że jeśli nie zjemy TEGO cukierka, możemy dokonać złego wyboru przyszłej pracy.
Również z rosnącego przekonania, że wszystko jest ze sobą połączone, wynikać mogą tragiczne konsekwencje, bowiem tak, jak apetyt, który podobno rośnie w miarę jedzenia, tak samo może rosnąć trudność przewidzenia ilości elementów wpływających na nasze decyzje.
Inni jeszcze, niestrudzeni badacze podkreślają zmęczenie współczesnego człowieka spowodowane ilością dostępnych mu wyborów i z ich badań zdaje się wynikać, że łatwiej dokonywać wyborów, gdy uprzednio dokonaliśmy pracy polegającej na zdefiniowaniu i wyborze systemu wartości, na których się opieramy. I tak na przykład, jeśli wierzymy w niezłomność związków małżeńskich, to prawdopodobieństwo wystąpienia przez nas o rozwód spada, gdy raz już małżeństwo zawarliśmy. Natomiast prawdopodobieństwo rozwodu znacznie rośnie, gdy małżeństwo poprzedza okres wspólnego życia „na kocią łapę”.
Niestety, Menedżer w tej dziedzinie nie może pozwolić sobie na lenistwo. Sam charakter jego pracy narzuca koniecznośc dokonywania szybkich i właściwych wyborów. Oczywiście, jeśli będzie zwlekał, nie czeka go śmierć tak jak osiołka z wierszyka Fredry, ale konsekwencje mogą być całkiem nieprzyjemne ze zwolnieniem włącznie. Najlepiej oczywiście, dla dobra przedsiębiorstwa, żeby wybory te były racjonalne. Może też nie chodzi tutaj o racjonalność wyborów sensu stricte, ale raczej o umiejętność ich uzasadnienia wobec zwierzchników w sposób racjonalny.
Co to jest racjonalny wybór?
Jak zwykle wszystko w coachingu zaczyna się od postawienia problemu. Aj, Aj, Aj! (dałem sobie po łapach) - oczywiście (oficjalnie) coach nie zajmuje się problemami. Zatem nazwijmy to mniej „problematycznym” słowem. Zaczynamy jeszcze raz.
Jak zwykle wszystko w coachingu zaczyna się od postawienia tematu. To zdanie brzmi już z coachingowego punktu widzenia znacznie lepiej. Gdybyśmy byli np. psychoanalitykami, to rozmowa z klientem o problemach, o tym „co nie jest w porządku” , byłaby całkiem na miejscu. Ale w coachingu patrzymy do przodu. Badania i praktyka wykazały, że patrzenie na problemy otwiera zupełnie inną przestrzeń, niż przyglądanie się rozwiązaniom. W przestrzeni skupionej na problemie rozglądamy się za przyczynami, oglądamy na przeszłość i analizujemy odpowiedzi na pytanie „Dlaczego?”. Gdy nastawiamy się na rozwiązanie - wtedy skupiamy się na przyszłości i teraźniejszości. I stawiamy też inne pytania. Jakie? - Wszystkie inne poza pytaniem: „Dlaczego?”. Pytamy – „Kiedy?”; - „Jak?”, - „Z kim?”, - „Gdzie?”
W praktyce amerykańskich konsultantów i menedżerów utarło się powiedzenie, że „Albo jesteś częścią problemu, albo jesteś częścią rozwiązania.” W praktyce oznacza to, że albo deklarujesz chęć współpracy nad znalezieniem rozwiązania, albo chłopie jesteś out.
Zatem (wracajmy do tematu!) musimy „postawić” temat oraz zadbać o to, by zrobić to w sposób pozytywny. Czasami chodzi również o wcześniejsze zadbanie, aby ten wybór w ogóle mieć. Jest to działanie proaktywnego przewidywania. Tybetańczycy mają na to specjalne określenie i praktykę. Nazywają to tendrel nyesel (tyb.: rten ‘brel nyes sel), co znaczy dosłownie: „usuwanie niesprzyjających współzależności”. Biorą oni pod uwagę fakt, że wszystko jest połączone ze sobą i że można zadbać o to, aby to wszechpołączenie wykorzystać. Jak wygląda działanie biorące pod uwagę tendrel nyesel? Wyobraźmy sobie, że napisaliśmy książkę (jest to mi bliski temat, bo właśnie piszę książkę). Nasza książka została wydana i trafiła do księgarni, ale nie sprzedaje się zbyt dobrze.
Mamy zatem problem (Oj! Znowu!. Mówiłem już: - TEMAT a nie problem!).
Dobrze, zatem tematem jest – „Jak poprawić jej sprzedaż?”. Możemy w tej chwili zrobić różne rzeczy: polepszyć reklamę, sprowokować recenzje dziennikarzy, wcisnąć się do programu telewizyjnego. Jednak wszystkie te działania są już działaniami korygującymi – „po herbacie”. Należało zadbać o to wcześniej, jeszcze przed jej wylansowaniem. I na tym własnie polega proaktywne „usuwanie niesprzyjających współzależności”. Na wcześniejszym działaniu - jeszcze zanim pojawi się potrzeba reagowania, na działaniu zwiększającym wachlarz wyboru. Tego typu działanie zalicza się do repertuaru środków znacznie zwiększających skuteczność podjętych akcji i jeśli dbamy o ową skuteczność, warto je wziąść pod uwagę.
Co prawda, pamiętając o osiołku i jego cierpieniu, staramy się być racjonalnym i skutecznym, dbając o utrzymanie proporcji między aktywnością i proaktywnością, ale zwykle takie proaktywne działania przynoszą znakomite rezultaty.
Następnym ruchem zwiększającym racjonalność podejmowanych wyborów jest zdefiniowanie kryteriów, zgodnie z którymi będziemy oceniali ich jakość.
Można to zrobić definiując wymiary takich istotnych kryteriów. Na przykład wymiar zyski – koszty pozwala w prosty sposób dyskutować różne alternatywy, Przykładem innych kryteriów może być popularne: „... szybciej, lepiej, taniej!”, lubię – nie lubię itp.
Następnym ruchem jest uszeregowanie kryteriów pod względem ich ważności. Dla mnie na przykład (ponieważ jestem niecierpliwy), takim najważniejszym kryterium może być szybkość podjęcia nowej pracy (gdy mam kilka propozycji pracy), a drugim w kolejności kryterium jest oddalenie tej pracy od miejsca mojego zamieszkania.
Dopiero po ustaleniu listy kryteriów i uszeregowaniu ich pod względem ważności zabieramy się do ustalenia listy możliwych rozwiązań. Można do tego użyć takich metod, jak na przykład brainstorming czy mind mapping. Istnieje wiele innych narzędzi myślenia kreatywnego, które można stosować na tym etapie. Na przykład, interesującym wariantem brainstormingu jest questorming, który polega na znalezieniu najlepszego (najdziwniejszego, oszczędzającego najwięcej pieniędzy, itp) pytania, które można zadać w danej sytuacji.
A potem, kiedy już lista możliwych rozwiązań jest przez nas zdefiniowana, pozostaje nam zaaplikować do niej wcześniej ustalone kryteria i wybór dokonuje sie niejako samoistnie.
Całość procesu podejmowania racjonalnych decyzji przedstawia się w skrócie następująco:
1. Ustalenie tematu
2. Zdefiniowanie kryteriów wyboru
3. Uszeregowanie ich pod względem ważności
4. Ustalenie listy alternatywnych wyborów (działań)
5. Ocenienie ich ustalonymi kryteriami
Jak widać nie jest to proces pozbawiony wysiłku i niekiedy może nam zająć sporo czasu i energii.
Niemcy wiedzą o tym i twierdzą, że: - „Wer die Wahl hat, hat die Qual” – znaczy to dosłownie: „Kto ma wybór, przeżywa udręki.”
Jednak w sumie - warto się trochę pomęczyć i dokonać wyboru, bo jak twierdzi arabskie przysłowie - „Okręt, który ma dwóch kapitanów, idzie często na dno”.
Ale teraz już kończę, wolę to zrobić sam, kiedy mam jeszcze wybór, niż żeby mi przypomniano, że zgodnie z innym arabskim przysłowiem: - „Niektóre słowa przypominają posolone konfitury.” lub nie zagrożono: - „Uważaj, aby twój język nie obciął ci głowy!”
© Henryk Szmidt
CPCC, PCC
Global Executive Coaching
www.hsco.fr
+33 676 722 417