strona główna>O nas>Publikacje>

Bycie coachem to wolność

 

Bycie coachem to wolność

 

O zadaniach i pracy coacha, a także o własnej fascynacji tym zawodem opowiada Romuald Kępa.

 

 

Chciałbym poprosić Pana o wykładnię: czym różni się coach od mentora?

 

Najważniejsza różnica polega na tym, że od mentora oczekuje się konkretnej wiedzy, doświadczenia przedmiotowego w obszarze, w którym funkcjonuje klient. Klient – zwany mentee – może korzystać z wiedzy mentora w obszarze, w którym on funkcjonuje. Na przykład, kiedy bardzo doświadczony executive wprowadza młodego menedżera w kulturę organizacji i obowiązki. Od coacha natomiast  nie oczekuje się żadnej wiedzy przedmiotowej. Może w tej roli skutecznie pracować, będąc  absolwentem historii sztuki, zarówno pomagając osobie pracującej w telekomunikacji, jak i  potrzebującej coachingu życiowego. Coachowie są uczeni stosować umiejętności, techniki i serce w sposób wywołujący w kliencie odkrycia, a nie poprzez przenoszenie swoich doświadczeń oraz intuicji. Techniki są bardzo podobne. Uważne słuchanie, zadawanie trafnych pytań. Ale ta pierwsza różnica sprawia, że mentor wkłada wiele osobistych sugestii. Coach takich sugestii unika.

 

Pan, z racji doświadczenia oraz stale doskonalonego warsztatu, może łączyć te role. Czy to się Panu zdarza?

 

Wielu klientów korporacyjnych rzeczywiście liczy na moje doświadczenie. Tymczasem jako executive coach unikam udzielania porad i sugerowania rozwiązań. Bronię się więc, ale w niektórych sytuacjach, kiedy jestem świadomy, że klient sam – z braku wiedzy i doświadczenia – pewnego rozwiązania nie odkryje dostatecznie szybko, podsuwam propozycję. Jest to jednak obiektywna, sprawdzona wiedza, np. model motywacyjny Herzberga. W miarę możliwości – jak najmniej osobiste rady. Takie wsparcie jest akceptowane w sztuce coachingu, ale z zastrzeżeniem: jak najmniej.

 

Czy coaching zadziała w każdej strukturze i w każdej kulturze organizacyjnej?

 

Zależy, o czym mówimy. Coaching może być indywidualny lub grupowy. I w obu przypadkach: na własne życzenie albo dany przez organizację. W różny sposób definiuje to już na początku cele i możliwości działania. Różne obiera cele i różne realizuje procesy. Zarazem jednak, zarówno dla pojedynczej osoby, jak i w wersji grupowej (np. pod hasłem „przeprowadźmy coaching grupy młodych menedżerów”), ma on charakter indywidualny i dostosowany na podstawie wstępnej oceny, np. ankiety 360 stopni. To siła coachingu i powód, dla którego tyle kosztuje. Pewne sytuacje nie wystąpią w firmie niedojrzałej, np. dział HR nie zaakceptuje prośby menedżera o coaching na życzenie. Albo – jak było kilka lat temu – coaching naprawczy będzie z założenia „próbą ostatniej szansy”. Lub zgoła – ale to już patologia – pod mianem coachingu kryć się będzie ostra reprymenda w gabinecie przełożonego, mniej profesjonalnie, ale bliżej prawdy zwana tradycyjnie „dywanikiem”.

 

Zastanawiałem się raczej, czy samym coachingiem da się odwrócić negatywne sytuacje. Czy może mieć kluczowe znaczenie dla uzdrowienia sytuacji?

 

Nie ma maści do znikania problemów. Żeby coaching zadziałał, musi być potrzeba zmiany u klienta. Miesiąc temu powiedziałem jednemu z klientów: ślizgasz się. To był coaching dany przez firmę. Uznałem, że klient nie chce dotknąć ważnych spraw. Był zaskoczony, poprosił o czas do namysłu, a potem faktycznie zrezygnował.

 

 

Jakie zatem warunki muszą w firmie zaistnieć?



W korporacji musi być akceptacja dla takiej formy interwencji. Żeby nie było wspomnianej legendy coacha – anioła śmierci – bo rozmowa z coachem musi być szczera. Bardzo ważny jest dostęp coacha do przełożonego – źródła cennych spostrzeżeń. Wspomnę też o podstawowej sprawie wsparcia logistycznego dla klienta. To wszystko rodzi się ze zgody w firmie na coaching. Ponadto jako coachowie musza być zatrudnieni profesjonaliści. Można to sprawdzić, a nawet trzeba, bo próg wejścia do zawodu jest bardzo niski. Pytać o wykształcenie, dokonania, certyfikaty. Do kwestii kultury i profesjonalizmu dołożyć należy czynnik, na który mamy najmniejszy wpływ: dobrą chemię pomiędzy coachem a klientem. Zatem warunki powodzenia to w 30% kultura organizacyjna akceptująca coaching, w 30% profesjonalizm coacha, po 20% jakość relacji coach – klient oraz indywidualne podejście.

 

Czy coaching może się przysłużyć CIO i ewentualnie jak?

 

IT jest w trudnej sytuacji. Postrzegane jest jako drogie i niekomunikatywne, a odpowiada za wsparcie najważniejszych procesów w firmie. Życie społeczne informatyków jest ubogie, tymczasem szef IT musi umieć intensywnie kontaktować się ze wszystkimi w firmie. Coaching dla CIO mógłby obejmować sposoby komunikacji z otoczeniem i przełożonym. Dominuje także perspektywa: stanowisko CIO to szczyt kariery. Sam jestem informatykiem, ale przestałem nim być. Odkrycie dróg poza sferą IT i CIO – jak stać się cennym w kontekście całej firmy – także może być pożądane.

 

Coaching marzeń?

 

Po trosze. Bywa, że jestem pierwszą osobą, która dowiaduje się o aspiracjach klienta. Trzeba pomagać je uwolnić, jak w starym szmoncesie: „Icek, ty daj mi szansę, ty wykup ten los”.

 

Czy Pan w podobny sposób dokonał zmiany i przejścia na pozycję coacha?

 

Zaczęło się od tego, że sam miałem coacha. Zafascynowany tym, co się dzieje podczas sesji, uznałem, że warto nauczyć się tych umiejętności, ponieważ są przydatne przy kierowaniu zespołem dyrektorów. To wydawało mi się spójne z podejściem „kontekstowego przywództwa” (situational leadership) Kena Blancharda. W momencie, kiedy kierowałem zespołem dojrzałych i świadomych zadań ludzi, coachingowe umiejętności były naturalnym uzupełnieniem kompetencji menedżerskich. Odbyłem kurs podstaw coachingu, ale szybko po nim i cały cykl. Zaczęło we mnie dojrzewać poczucie, że to bardzo atrakcyjna alternatywa dla pracy najemnej po 30 latach jej świadczenia. Wkrótce potem zmieniała się strategia firmy, w naturalny sposób wzięliśmy rozwód. Dałem sobie 6 miesięcy urlopu i zacząłem funkcjonować jako coach. Mam z tego niewiarygodną satysfakcję. Wiąże się z tym ponadto wolność. Stan ducha, spokój, cierpliwość – jestem w zupełnie innym miejscu.

 

Być coachem to budować własną markę?

 

To byłoby wbrew definicji. Są na rynku 2–3 nazwiska, które mają coś w rodzaju marki, ale jej źródło wynika z czego innego niż dokonań w charakterze coacha. Można budować markę, udzielając się na konferencjach, pisząc książki. Dla marki to istotne, ale do bycia dobrym coachem nie jest to wymagane. Rozdzielajmy freelancerów pracujących z pojedynczymi osobami (f2c) od wynajęcia się do rozpoznawanych firm realizujących szerokie programy coachingowe (b2b). Te ostatnie zdominowały rynek korporacyjny. Mam takie relacje, które wnoszą wartość, i z których jestem bardzo zadowolony. Na rynku f2c fama rozchodzi się towarzysko, od osoby do osoby.

 

 

Dobry coach nie zostawia zatem śladów?



Sztuka bycia coachem nie wymaga nadawania własnego piętna. Coach nie jest gwiazdą relacji, tylko klient. Wszelkie próby wkładania swojej osobowości w proces dokonują się ze szkodą dla procesu. Coach musi być pokorny i skupiony na wspieraniu klienta w osiągnięciu tego, co założono na początku. Rys celebrycki nie wchodzi w grę – to podkopuje skuteczność relacji.

 

Czego zatem poszukuje rynek?

 

W świecie korporacyjnym w cenie jest coaching relacji z podwładnymi - jak motywować. Klasycznym obszarem jest także umiejętność organizacji pracy. Czasem relacje z przełożonymi. I oczywiście przywództwo – charyzmatycznie nakreślać wizję i pociągać za sobą– nikt tego nie uczy, niewielu potrafi, a niektórzy się wręcz tematu boją.

 

Przywództwo to chyba przykład najnowszej mody. Czy dużo jest takich mód, czy to się da prognozować, np. – o jaki coaching będą Pana prosić klienci za kilka lat?

 

Nie zgodzę się – przywództwo to moda, która nie zniknie. Nie znika od zarania cywilizacji – ludzie od zawsze chcą słuchać o dziejach sławnych wodzów i królów. Naśladować ich. Co do prognoz zaś – faktycznie, mogą się zmieniać naciski kompetencyjne. Na przykład: w jaki sposób radzić sobie z tym, jak Internet zmienia sposób naszego życia i pracy. Nowe potrzeby komunikacyjne, nowe kompetencje techniczne. I bardzo obiecujący nurt: rozmowy z przedsiębiorcami o uruchamianiu biznesu, prowadzeniu, decyzjach. 

 

Poszukiwanie własnej filozofii gospodarowania, prowadzenia przedsiębiorstwa?

 

Tak, przybywa takich zapytań, z czego bardzo się cieszę. Młodzi prywatni przedsiębiorcy poszukują coachingu planowania i organizacji. Taki coaching pro bono prowadzimy w ramach Coaching Center we współpracy z fundacją księcia Karola.

 

Rozmawiał Szymon Augustyniak
CIO Magazyn Dyrektorów IT 4/2011

 

 

Zobacz wszystkie nasze publikacje ...

drukuj

Zaufali nam:

fader

08.05.201014:37

Paweł

Slideshow