Rozmowa z Małgorzatą Bęben, coachem i trenerem w Aviva Polska, absolwentką szkolenia Coach Wise Dynamics™.
JB: Cieszę się bardzo, że możemy porozmawiać o tym, co przyniósł Ci udział w szkoleniu CoachWise Dynamics™ - najbardziej cenne są informacje „z pierwszej ręki” . W szkoleniu brałaś udział wiosną tego roku – czy po pół roku możesz już z dystansem popatrzeć na to doświadczenie?
MB: Tak, zdecydowanie.
JB: Najbardziej interesuje mnie wpływ tego szkolenia na Twoją pracę zawodową jako trenera i coacha. Jak byś to ujęła?
MB: Po pierwsze chciałabym zaznaczyć, że nie jestem psychologiem z zawodu ani z wykształcenia, zatem dla mnie wiedza psychologiczna otrzymana w trakcie szkolenia była nowa. Ta wiedza stała się dla mnie poważną bazą i fundamentem. Pewne rzeczy robiłam intuicyjnie, zauważałam je, ale nie potrafiłam tego nazwać i nie wiedziałam, z czym się to wiąże. Na przykład bardzo duży wpływ na jakość mojej pracy i także na moje samopoczucie miał moment, kiedy prowadzący – dr Paweł Smółka i Ewa Zięcina - odróżnili klienta od gościa. Bardzo mi to pomogło, zrozumiałam procesy, które zachodzą u klientów. Często odbierały mi siłę sytuacje, kiedy wydawało się, że klient idzie, idzie, idzie.… i nagle cofa się do punktu wyjścia. Wcześniej przyjmowałam to osobiście, teraz wiem, że taki moment może pojawić się w procesie zmiany u każdego klienta. Na szkoleniu prowadzący dali nam podstawę - wiedzę o mechanizmach psychologicznych rządzącymi zachowaniami ludzi. Człowiek ma prawo w procesie zmiany się cofnąć, zatrzymać. Świadomość tego bardzo mi pomogła.
JB: Tak jak mówisz, my trenerzy MAMY WRAŻENIE, że wiemy, dlaczego coś jest takie, jakie jest, ale nie mając wiedzy psychologicznej tak naprawdę nie wiemy, skąd biorą się pewne zachowania. Czy masz takie doświadczenia - to jest akurat moje doświadczenie, ale chce sprawdzić, na ile jest ono powszechne - że po pokazaniu modelu część uczestników bez problemów „jedzie dalej”, ale są i tacy, którzy bez wiedzy o tym, skąd ten model się wziął i jakie ma podstawy naukowe, po prostu go nie przyjmą.
MB: Tak! I powiem więcej: to wcale nie są wyjątki na szkoleniach. Rzeczywiście zdarzają się uczestnicy, którzy mówią ”no dobrze mówisz że tak jest, ale jakie argumenty, jaka wiedza, jakie dowody są na to, że faktycznie tak jest”…
JB: A czy program CoachWise Dynamics™ dał ci „wykaz” takich odnośników?
MB: Jak najbardziej! Przez cały czas w trakcie szkolenia dokonywałam takich odkryć. Co rusz pojawiało mi się w głowie: „Aha, to ja teraz wiem, dlaczego pojawia się takie, a nie inne zachowanie”. To daje głębię zrozumienia procesu. Jak już powiedziałyśmy – zwykle robiłam to intuicyjnie, a ta wiedza dała mi głębokie zrozumienie.
JB: Wtedy dużo łatwiej jest akceptować pewne zachowania klientów.
MB: Dokładnie tak - jest dużo łatwiej o taką wewnętrzna zgodę na różnego rodzaju zachowania, co w trakcie szkolenia ma duży wpływ na jego przebieg i proces grupowy.
JB: Właśnie z tego powodu, że rozumiesz, dlaczego ten ktoś się tak zachowuje, i nie dlatego, że nie jest dość mądry czy niedojrzały, ale dlatego, że są to naturalne procesy. Rozumiem więc, że to szkolenie - w pewnym sensie - wprowadza coś, co psychologia nazywa normalizowaniem, czyli tłumaczy nam, że pewne zachowania czy reakcje są po prostu normalne i możemy się ich spodziewać.
MB: Zdarzało mi się myśleć: OK, to pewnie nie jest właściwy moment dla tego człowieka, może brak mu dojrzałości, odwagi? A teraz wiem, że niekoniecznie tak musi być - teraz wiem, że człowiek ma prawo się tak zachowywać bo jest w procesie.
JB: Kilka razy użyłaś słowa „zmiana”. W jaki sposób to szkolenie wpłynęło na Twoją pracę z klientami na temat zmiany.
MB: Na pewno wpłynęło na moją świadomość, myślę też, że na pewnego rodzaju dojrzałość, która „działa” w mojej pracy trenerskiej, coachingowej, w pracy z grupą i indywidualnym klientem. Teraz w mojej pracy jest mi dużo łatwiej przyglądać się różnym zachowaniom, reakcjom, nie wywołują już one takich emocji, bo w głowie mam zapaloną lampkę, że tak może być, że nie jest to wcale wymierzone przeciwko trenerowi, grupie, czy teorii. Wiem, że w tym człowieku obywa się proces i może on, ma prawo, przebiegać tak, a nie inaczej.
JB: I co w praktyce Ci to daje?
MB: Przede wszystkim siłę. I jeszcze jedno - odkryłam to niedawno w czasie pracy z grupą trenerską - to bardzo buduje autorytet.
JB: Możesz dać jakiś przykład? W jakim momencie buduje autorytet?
MB: Przede wszystkim – choć nigdy nie miałam trudności z nieocenianiem, teraz jest jeszcze łatwiej.
JB: Czy dobrze rozumiem, że dotyczy to zarówno pracy coachingowej, jak i trenerskiej? Nieocenianie jest nam potrzebne i tu, i tu.
MB: W pracy trenerskiej nieocenianie jest również bardzo potrzebne, zwłaszcza, że pracuję warsztatowo, na miękkich umiejętnościach. Opowiem o jednym z moich ostatnich doświadczeń. Mieliśmy ostatnio szkolenie dla grupy trenerów, które prowadził psycholog. Tematem była uważność na drugiego człowieka. Na początek przygotował ćwiczenie pokazujące jego dużą uważność, na wypowiedzi uczestników na temat tego co lubią w życiu robić. W trakcie tego ćwiczenia dotknął wrażliwych i czułych miejsc ludzi, bez ich zgody. ”Wyciągnął” na wierzch takie rzeczy, których oni nie chcieli pokazywać - gdzieś tam je sobie pochowali w środku, a on to pokazał innym. W związku z tym pojawiły się protesty, ludzie mówili „ale przecież to nie jest tak”. Trener zaś bardzo autorytarnie stwierdził: „przecież jestem psychologiem, mam za sobą badania i wiedzę i wiem, że jest tak, jak ja mówię”! Było dużo emocji, i bardzo skrajne opinie uczestników co do tego co wydarzyło się na zajęciach. Kilka dni później zrobiłam podobne ćwiczenie z inną grupą. Moją rolą w tym ćwiczeniu było pokazanie, że w wypowiedzi słyszę dużo więcej niż ktoś mówi, ale dałam sobie prawo do pomyłki w tym co słyszę, a uczestnikowi prawo do zgody lub nie. Na koniec grupa powiedziała, że poczuła, iż ma przed sobą trenera, dla którego każdy uczestnik jest ważny, a ja dostałam ogromną uważność grupy na wszystko, co się działo przez cały dzień.
JB: Takie typowe coachingowe odzwierciedlanie: ta słynna metafora z rzucaniem makaronu. Rzucamy spaghetti na ścianę i nawet, jeśli spadnie, nie płaczemy ale ” idziemy dalej”.
MB: Tak, tak, i jest to teraz dużo łatwiejsze. Jak już powiedziałam, nigdy nie miałam większego problemu z nieocenianiem. Ale myślę, że po szkoleniu jest to dla mnie dużo łatwiejsze i przychodzi bardziej naturalnie. Mam też większą otwartość i przyzwolenie - przyzwolenie dla siebie i dla ludzi.
JB: Co jeszcze, oprócz normalizowania, szkolenie CoachWise Dynamics™ wniosło do Twojej pracy zawodowej? Mam na myśli porozumienie z drugim człowiekiem - w miękkich umiejętnościach trudne bywa odróżnienie, kiedy pracujemy, a kiedy nie.
MB: Trudno mi mówić w kontekście wyłącznie tego szkolenia, bo na to składa się splot różnych rzeczy. Pamiętam, jak po szkoleniu rozmawiałam z menadżerami, którzy akurat byli w trakcie pracy ze swoimi zespołami. Jeden z nich był załamany tym, że grupa mu się ”cofnęła”. Powiedział: „Popatrz, rok pracy, a ja mam wrażanie, że grupa cofnęła się do tego miejsca, gdzie była na początku”. Przypomniałam sobie wówczas moje olśnienie, którego doznałam na warsztacie CoachWise Dynamics™: że tak ma prawo być, że człowiek ma prawo iść do przodu, ale także ma prawo do tego, żeby się cofnąć. To stało się nawet tematem mojej pracy z tym menedżerem. To było bezpośrednie przełożenie tego, czego nauczyłam się na tym szkoleniu, na moją pracę.
JB: To bardzo konkretny przykład, kiedy po prostu mogłaś zainterweniować, pomagając komuś w tym, co robi.
MB: Tak, a tym, co najbardziej pomogło mi w tej właśnie sytuacji, była świadomość, że mogę oprzeć się nie tylko na mojej intuicji, ale na bardzo konkretnej wiedzy, z pewnością, że tak właśnie jest.
JB: Cóż, czasem nie wystarczy powiedzieć, jak wspomniany przez Ciebie sławny trener: „Wiem, że wiem i już!”. Na koniec chcę Cię jeszcze zapytać o Twoją bardzo osobistą perspektywę: trenerzy i coachowie to jest taki rodzaj - użyję tu kolokwializmu - „zwierząt”, które uwielbiają się rozwijać. Powiedz mi, czy traktujesz CoachWise™ Dynamics jako dodatkowy puzzel do swojego rozwoju?
MB: Zdecydowanie tak! To był dla mnie kolejny krok ku dojrzałości w roli trenera i coacha, kolejny ważny kamyczek w moim ogródku.
JB: Jak uważasz, dla kogo szkolenie to jest bardziej przydatne: dla coachów czy trenerów? Czy widzisz jakąś zależność?
MB: Trudno jest mi na to pytanie odpowiedzieć, bo bardzo często w swojej pracy trenerskiej wykorzystuję elementy coachingu. Taki mam styl, nawet czasem dokuczają mi z tego powodu (śmiech). Kiedy sięgam pamięcią do tego szkolenia, podczas niego i bezpośrednio po nim wydawało mi się, że jest ono bardziej przydatne dla coacha - była na nim mowa o stylu coachingowym, o poszukiwaniu swojego własnego stylu, były odniesienia raczej do pojedynczej osoby klienta, a nie do grupy. Jak się jednak później okazało w praktyce, to szkolenie w ogóle zmienia sposób myślenia, a niektóre założenia i techniki można bez problemu odnieść do pracy z grupą. Dlatego, choć myślę , że jest to propozycja jednak bardziej dla coacha niż dla trenera, to przecież ta wiedza się przenika i przynosi wartość w obu tych rolach.
JB: Powiedz mi na koniec naszej rozmowy, dla kogo – Twoim zdaniem - to szkolenie na pewno nie jest? Kto nie powinien na nie przychodzić?
MB: Hmm… Pierwsza odpowiedź, która przychodzi mi do głowy, to że nie powinny uczestniczyć w nim osoby, które już nie szukają, bo znalazły wszystko, czego potrzebują, nie czują potrzeby głębszego czy innego spojrzenia.
JB: I wciąż, nawet jeśli tak jest, to może się okazać, że zwiększenie świadomości tego, w jaki sposób „działa” człowiek, mogłoby wzbogacić ich rozumienie, warsztat, techniki pracy. Bardzo dziękuję Ci za rozmowę i poświęcony czas.
Rozmawiała Joanna Baranowska, Coaching Center
fader
08.05.201014:37
Paweł