strona główna>O nas>Publikacje>

Teraz praca robi się sama

 

 

Teraz praca robi się sama

 

Wywiad z Mariuszem Serdakiem - managerem i coachem, absolwentem szkolenia CoachWise Dynamics™.


Joanna Baranowska: Witam Pana. Cieszę się, że zgodził się Pan  na rozmowę ze mną o szkoleniu CoachWise Dynamic™. Wprawdzie minęło już kilka miesięcy, ale tym bardziej ciekawa jestem Pana zdania na jego temat. Na początku  zapytam  szeroko. Patrząc na te pół roku, jaki wpływ to szkolenie  miało  na Pana  pracę zawodową? Czy wpłynęło ono na Pana myślenie o sobie, o świecie? Co jest szczególnie ważne?


Mariusz Serdak: Przede wszystkim szkolenie to wpłynęło na pogłębienie mojej świadomości siebie i tego, co  robię w relacjach z innymi ludźmi. Będąc coachem, ale i managerem, wykorzystuję wiedzę zdobytą na tym szkoleniu w obu obszarach mojej działalności. I muszę przyznać, że najważniejsze okazało się zbudowanie świadomości tego, co robię w danej realacji, z danym człowiekiem -niezależnie od tego, czy jest to mój  pracownik, czy  klient. I świadomość mojego wpływu - to tak w skrócie.
 

JB: Brzmi ciekawie: wpływ na świadomość w relacjach. Rozumiem, że w relacjach szeroko pojętych - zastanawiam się , czy w życiu prywatnym też?


MS: Oczywiście, zbudowanie tej świadomości ma wpływ również na życie prywatne.


JB:  A abstrahując od kwestii samej relacji,  na który „kawałek” Pana życia zawodowego szkolenie CoachWise Dynamics™ miało szczególny wpływ?


MS: Szczególny wpływ? Chciałbym jeszcze raz zaznaczyć, że poruszam się w dwóch światach: jestem menedżerem (liderem zespołu) i coachem w procesie coachingu biznesowego prowadzonego w firmie. Rozróżniam te dwie role, ale  na obie szkolenie  wpłynęło bardzo podobnie.  Z natury jestem dyrektywny, może dlatego, że od lat jestem menedżerem; kiedyś mówiłem wprost  - „ zrób tak i tak”. Przypuszczam, że w prowadzonym przez mnie coachingu biznesowym ta dyrektywność też była dla moich klientów czasem odczuwalna. Dzięki temu szkoleniu zrozumiałem głębiej relację i wpływ, jaki wywieram na drugą osobę. Najciekawsze było dla mnie odkrycie, że zarówno klient coachingu, jak i pracownik sam dochodzi do najlepszego rozwiązania. W coachingu  jestem partnerem, osobą, która gra z klientem „do jednej bramki”. Ten sposób pracy w sposób naturalny pojawił się także w moich relacjach biznesowych, ze współpracownikami. Nie narzucam  już rozwiązań - zrozumiałem, że ważniejsze niż dyrektywność jest bycie z drugą osobą. Ważniejsza jest umiejętność zbudowania coachingowej relacji,  niż sam warsztat. Odkrycie tego podczas szkolenia było dla mnie najważniejsze.
 

JB: Był Pan również na innych naszych szkoleniach?


MS: Tak, byłem na CoachWise Equipped™ oraz CoachWise Group Essentials™, a szkolenie CoachWise Dynamics™ było ostatnim moim szkoleniem w Coaching Center. To było wspaniałe doświadczenie. Teraz, dzięki zdobytej wiedzy, nie musze już wkładać tak wiele wysiłku w we wspólne wypracowanie rozwiązań – dzięki dużej kontrybucji moich partnerów to się po prostu dzieje. 
 

JB: Bardzo  podoba mi się to Pana spostrzeżenie. Mnie samej, jako coachowi,  sporo czasu zajęło zrozumienie, że w coachingu ważniejsze jest bycie niż robienie.

 

MS: Tak. To bardzo istotne.
 

JB: Która z zasad coachingu jest, Pana zdaniem, najbardziej przydatna w roli menedżera?

 

MS: Przychodzą mi na myśl dwie. Pierwszą jest zasada zaufania. Jeżeli pracownik prowadzący, projekty ma do mnie zaufanie i wie, że moją intencją jest sukces jego projektu, ale również sukces całej jednostki czy też firmy, od razu jest łatwiej. W związku  z tym bardzo duży  nacisk kładę w relacjach na zbudowanie zaufania. Zaufania do mnie jako lidera, pracownika, ale także jako coacha. Jeżeli  coś  obiecam  albo do czegoś się zobowiążę, wówczas jest dla mnie  bardzo ważne  dotrzymanie danego słowa – bycie spójnym w tym, co  mówię i co robię.  To właśnie buduje zaufanie i postrzeganie menedżera jako osoby kompetentnej. To samo dotyczy również coachingu.
 

JB: Mam podobne obserwacje. Jeżeli nie ma zaufania do osoby, która prowadzi rozmowę coachingową, to właściwie nie ma mowy o żadnym coachingu. Jeżeli menedżer nie zbudował  zaufania u swoich pracowników,  bez niego wychodzi do nich  z coachingiem,  to coaching po prostu nie działa. Zaufanie jest podstawą budowania zdrowego zespołu. 

 

MS: Bez  zaufania nie ma relacji. To jest podstawa i fundament, niezależnie czy odnosimy to do roli menadżera czy coacha. Buduję zaufanie skupiając się na procesie, zawsze myślę o tym, co mogę do niego wnieść. Staram się niczego nie oczekiwać.  Oczywiście trzeba pamiętać, że zaufanie budują obie strony procesu.  Bardzo dużo wysiłku wkładam w wykazanie, że jestem godny zaufania. Tylko wówczas relacja jest właściwa.
Drugą zasadą jest otwartość - otwartość na to, co się pojawia,  na coś, czego wcześniej nie przewidziałem.

 

JB: Rzeczywistość lubi nas zaskakiwać….

 

MS: Tak. Myślę, że warto zatrzymywać się w takich momentach i zastanowić nad tym, w  jaki sposób można wykorzystać to, co się pojawia.  Na przykład,  jeśli chodzi o zarządzanie ludźmi - w jaki sposób wykorzystać to, co się pojawiło, żeby odnieść sukces, poprowadzić projekt. Jeśli odniesiemy to do coachingu,  trzeba zapytać, co klient ma na myśli, co to znaczy? Ten moment może być bardzo ważny dla klienta i zazwyczaj tak właśnie jest. Ta chwila pokazuje też sposób, w jaki klient reaguje. Klient mówi wówczas „Nawet nie wiedziałem, że  coś takiego istnieje!”. To może być dla niego otwierające, może to być”kamień milowy”, dzięki któremu proces ruszy dalej. Jeśli nie zauważamy takich rzeczy w  procesie coachingu, możemy „kręcić się w kółko” i nie dać klientowi szansy na moment przełomowy. Tak  więc  wydaje mi się, że te dwie zasady są najważniejsze.
 

JB: Przy okazji rozmowy o dwóch najważniejszych zasadach pojawiła się praktyczność - mówi Pan przecież o odzwierciedlaniu. Żeby zrobić je dobrze, trzeba byś obecnym. Bycie lustrem dla człowieka, który do nas przychodzi - niezależnie czy chodzi o projekt zawodowy,  czy problem innej natury - sprawia, że idzie on dalej do przodu. Jest to  przełomowe dla relacji.

 

MS: Tak,  choć  rozpoczęliśmy od dwóch zasad,  płynnie przechodzimy do następnych. Pokazuje nam to, że metoda CoachWise™ jest dopracowana i spójna. Wszystko jest ze sobą połączone i wpływa na siebie. To właśnie jest piękne w coachingu i za to szczególnie cenię metodykę CoachWise™.
 

JB: Powiedział Pan, że metoda jest bardzo spójna. Wyodrębnione są cztery elementy, pięć zasad, wskazany jest sposób prowadzenia rozmowy, istotna  także jest wrażliwość na otoczenie klienta. Co dla Pana jest w tym najważniejsze?

 

MS: Dla mnie najważniejszą rzeczą jest  świadomość tego, na jakim  etapie  procesu jesteśmy tu i teraz oraz umiejętność korzystania ze wszystkich elementów. Z  mapy, z zasad, umiejętności  zdobytych na szkoleniach itd. 
 

JB: Innymi słowy: jeżeli wiem,  gdzie jestem, to znaczy, że  wiem też, skąd wyszedłem i dokąd idę z klientem. To jest wspólny mianownik dla coacha i menedżera.

 

MS: Tego właśnie dowiedziałem się na CoachWise  Dynamics™:  coach jest odpowiedzialny za proces. Na tym szkoleniu została pięknie wyjaśniona rola coacha, a także zakresy odpowiedzialności coacha i klienta. Coach jest odpowiedzialny za proces, ale nie za klienta - klient jest odpowiedzialny za samego siebie. Coach musi mieć świadomość tego, w którym momencie procesu znajduje się z klientem oraz tego, jaką metodą należy się posłużyć. Coach powinien wiedzieć, co jest najlepsze dla klienta, jak dobrać odpowiednia metodę i technikę pracy z nim, adekwatną do  danego momentu, etapu procesu. Inną sprawą jest, jak zachęcić klienta do współpracy. Powiem szczerze - samo zachęcenie nie powinno być dla dobrego coacha trudne. Dlaczego? Ponieważ dobry coach  samą swoją postawą i osobowością może zachęcić klienta do coachingu. Mam oczywiście świadomość, że nie każdy klient „kupi” tego konkretnego coacha, różnie to bywa. Czasami co innego niż doświadczenie ma wpływ  na postrzeganie  naszej osoby - jeżeli przykładowo ktoś kojarzy osoby o takim wyglądzie jak mój, w moim wieku,  z jakimiś negatywnymi rzeczami doświadczeniami, nie mam na to wpływu, mogę tylko to przyjąć do wiadomości.  Jeszcze raz podkreślę - moim zdaniem  coach samą swoją postawą  powinien zachęcać do współpracy.
 

JB: To tak jak mówi B.Zander – „Jeżeli w  mojej orkiestrze  dzieje się źle - wówczas  zadaje sobie  pytanie: kim jestem, że oni … nie błyszczą”? Mówi Pan, że jeśli będę  odpowiednio  „błyszczał”, kiedy moja  postawa  będzie   transparentna,  wówczas przekonam ludzi do coachingu. Jeśli jednak  to nie przekonuje, to właściwie już nic więcej nie można zrobić.

 

MS: Opowiem o  technice, którą  stosuję w zarządzaniu ludźmi od momentu ukończenia szkoleń opartych na metodyce CoachWise™ - muszę w tym miejscu  podziękować Ani Pyrek. Technika ta polega  na tym, że  zadaję sobie  pytanie:  Co  chce osiągnąć?  Na szkoleniu  Ania mówiła: „Zastanów się, jaki cel ma klient w danej sytuacji? Do czego zmierza? Do czego dąży? Dopiero w drugim kroku dobieraj sposób interwencji”.  Troszkę tę technikę  zmieniłem i zmodyfikowałem stosownie do moich potrzeb . Zaczynam zatem od zapytania samego siebie: O czym jest to spotkanie czy projekt? Co chcemy osiągnąć? To mi bardzo pomaga. Powiem jeszcze taką bardziej prozaiczną rzecz. Kiedy wchodzę do biura i otwieram drzwi,  mówię sobie: nie przyszedłem tutaj po to, żeby epatować moim złym humorem czy bólem. Jestem tu, żeby im się chciało ze mną pracować.  Cały czas staram się o tym pamiętać. Od razu wypełnia mnie dobra energia – a przynajmniej staram się, aby tak było. Przyznaję,  czasem mi nie wychodzi. Jednak zawsze  staram się całą swoją osobą pokazać: „Jestem z wami, będzie dobrze – osiągniemy sukces”. Pokazuję im to całym sobą, swoją postawą, mimiką, a moi ludzie mi wierzą i idą za mną.
 

JB: Zazdroszczę im takiego szefa.

 

MS: To ja cieszę się z tego, że mogę z nimi współpracować. Przyznam, że moja świadomość w tym względzie wzrosła po szkoleniach CoachWise™ -  to właśnie one  spowodowały, że zacząłem się nad tym wszystkim zastanawiać. Warsztaty te bowiem budują świadomość i  wejrzenie w siebie w relacjach. Wcześniej „przynosiłem” swoje humory do pracy, ale kiedy zauważyłem, że mają one wpływ na innych, wziąłem się za siebie – nie chcę psuć!
 

JB: Powiedział Pan o tym, jak wiele wydarzyło się na szkoleniu CoachWise Dynamics™ i po nim. O głębszym zrozumieniu, samoświadomości. Proszę powiedzieć, co dla Pana było esencją tego szkolenia?

 

MS: Myślę, że  było to  zrozumienie uwarunkowań i procesów zmiany zachodzących  w kliencie, zdobycie wiedzy, co jest odpowiedzialne za wejście człowieka w zmianę. Oczywiście każdy  jest inny, w każdym  zachodzi  to  troszeczkę inaczej. Można jednak  zauważyć i zrozumieć  pewne prawidłowości, uwarunkowania mechanizmy, a później zastosować je w pracy menedżera czy coacha.
 

JB: Na koniec zadam Panu przewrotne pytanie - kto nie powinien przychodzić na ten kurs?

 

MS: Menedżerowie, którzy chcą potwierdzić, że naprawdę są dobrymi menedżerami. Potwierdzić przekonanie - ”jestem doskonały taki, jaki jestem”. Chciałbym jeszcze dodać jedną rzecz, też trochę przewrotnie - od momentu ukończenia szkolenia CoachWise™ mam wrażenie, że trochę mniej pracuję,  że  praca „robi się sama” (śmiech)
 

JB: A więc teraz – Pana zdaniem -  praca coacha polega na tym, że siedzi on sobie na werandzie, pije drinka i po prostu napawa się tym co się dzieje w koło, klient zaś kopie w ogródku i pot spływa mu  po czole? (śmiech)

 

MS: Coś w tym jest! Kiedy przypomnę sobie, jak to było przed dwoma laty, zanim zająłem się coachingiem, ile ja się musiałem naprzekonywać do swoich racji, ile napracować, a teraz? Wydaje mi się, że to się samo dzieje (śmiech)
 

JB:  Bardzo dziękuję Panu  za rozmowę.

 

Rozmawiała Joanna Baranowska, Coaching Center

 

 

 

Zobacz wszystkie nasze publikacje ...


 

drukuj

Zaufali nam:

fader

08.05.201014:37

Paweł

Slideshow